Pomiędzy
Pomiędzy ścianami – moje pokoje. Pomiędzy klasami – moje pragnienia. Pomiędzy płciami – moje ciała. Pomiędzy miłościami – moje serca. Jestem, staje się, stoję. Bywam byciem obecności bytu. Domem, w domu, wracając do domu. Czym jest moja tożsamość, jeśli nie żałosnym kocim kłębkiem różnokolorowych pukli doświadczeń, które nie tworzą wcale zręcznie splecionego wzoru, a są raczej spłowiałym przez leżenie na słońcu kołtunem, sfilcowaną wełną – kilka razy zalaną wodą (jezior w których pływałam) albo może winem (odrzucenia przez Ciebie, którą pokochałam) – sama już nie pamiętam. Nie wiem, nie orientuję się – ani w myśleniu, ani w sądzeniu o samej sobie. Mimo to jestem. Pomiędzy. Urodziłam się w latach osiemdziesiątych. Było ciepłe lato, na ulicy tłoczno od nadziei, solidarności i tego słowa na w (które stanie się moją filozoficzną ideą fixe – może to ona najlepiej określa istotę mojej sobości), ale przecież już za rogiem, tuż tuż, za niecałe 14 miesięcy czaiły się czołgi. Wciąż je widzę...