Pomiędzy

Pomiędzy ścianami – moje pokoje. Pomiędzy klasami – moje pragnienia. Pomiędzy płciami – moje ciała. Pomiędzy miłościami – moje serca.

Jestem, staje się, stoję. Bywam byciem obecności bytu. Domem, w domu, wracając do domu. Czym jest moja tożsamość, jeśli nie żałosnym kocim kłębkiem różnokolorowych pukli doświadczeń, które nie tworzą wcale zręcznie splecionego wzoru, a są raczej spłowiałym przez leżenie na słońcu kołtunem, sfilcowaną wełną – kilka razy zalaną wodą (jezior w których pływałam) albo może winem (odrzucenia przez Ciebie, którą pokochałam) – sama już nie pamiętam. Nie wiem, nie orientuję się – ani w myśleniu, ani w sądzeniu o samej sobie. Mimo to jestem. Pomiędzy. 

Urodziłam się w latach osiemdziesiątych. Było ciepłe lato, na ulicy tłoczno od nadziei, solidarności i tego słowa na w (które stanie się moją filozoficzną ideą fixe – może to ona najlepiej określa istotę mojej sobości), ale przecież już za rogiem, tuż tuż, za niecałe 14 miesięcy czaiły się czołgi. Wciąż je widzę – raczej nie te rzeczywiste, lecz zapamiętane, uwiecznione w nagraniach Polskiej Kroniki Filmowej. Te czołgi, które wciąż nieodmiennie gdzieś się czają i od czasu do czasu zajeżdżają mi drogę, naszą, moją, Waszą, a przecież tak bardzo wspólną. Znowu gdzieś spadła bomba!

Uczono mnie, że mam być skromna, przecież w niczym nie jestem lepsza niż każdy inny, drugi czy ten trzeci człowiek. Nauczono mnie tego, gdy w niebieskim mundurku siedziałam w pierwszej ławce, gdzie posadzono mnie koło tego chłopca, co ciągle ciągnął mnie za włosy, a potem mi je obcięto i już tylko mógł się ze mnie śmiać albo kopnąć mój tornister. Bo kim byłam, bez warkocza do ciągnięcia – już nie jak inne dziewczynki. Jakaś inna, niepasująca, tak bardzo niezdefiniowana, że denerwująca, stojąca na drodze, psująca ustalony porządek i bezpieczne scenotypy. W sukience, która nie pasowała i wyglądała jak u przebierańca. Na niepokój lekarz przepisał mi migdały i gorzką czekoladę… dużo czekolady, z Pewexu, ale gorzkiej. Polubiłam ją, jak piosenkę, którą się już słyszało – dlatego nam się podoba. Tak powiedział już inżynier Mamoń. Nie potrzebny jest do tego wcale żaden terapeuta.

A potem uczono mnie odwrotnie, że teraz liczy się indywidualność, trzeba się umieć pokazać i wyróżnić. Kazano mi nauczyć się Siebie sprzedawać. Za jaką walutę mam sprzedawać swoje marzenia? Nikt mi nie powiedział. Siedziałam cicho, czytałam, słuchałam. Wszędzie widziałam wzory –  tak oczywiste, że nie warto o nich mówić. Przecież wszyscy na pewno też je widzieliście. Skoro ja widziałam. Skoro to Wy byliście tymi, na których słowa wszyscy czekali. Zresztą po co mówić o czymś, co jest oczywiste, gdy można posłuchać tylu niesamowitości. Ludzie zawsze mnie interesowali, nie dlatego, że byli sympatyczni, lecz odwrotnie: najciekawsza jest ludzka wewnętrzna szpetota – kłamstwa, intrygi, słabości – to, że ciągniesz mnie za włosy lub śmiejesz się, bo nie umiem na głos czytać. Jakie to ciekawe. Przeczytam tyle książek, aż w końcu to zrozumiem. Przeczytałam, nadal nie rozumiem, a wciąż jestem. Non intellego, ergo sum. Pomiędzy.

Powiedzieli, że to już jest wolność, że teraz będzie już tylko lepiej, że Europa, że brak granic. Zmiana to postęp, transformacja, pizza, hot dogi i coca-cola. Pamiętam, jak w parku słuchałyśmy: „Veni, veni, venias, ne me mori facias!” Twoje piękne kręcone włosy. Nie potrzeba nam było wspólnego języka. Wieża Babel to bujda. 

Studia, kariera, rodzina, dzieci. I tak to to, tak to to, tak to to, tak to to! Buch – jak gorąco. Uff, jak gorąco. Już ledwo sapie, już ledwo zipie. Rozwój gospodarczy, zagraniczne sklepy, tanie loty, samochody, brak miejsc parkingowych. Rozwój osobisty, duchowy, wyzwolenie od. Psychoterapia, indywidualna i grupowa. Zawsze wolałam wspólnie, w grupie. Dysleksja, adhd i spektrum autyzmu. Z trudem już to wszystko mieszczę. Jak nasza planeta. Klimat się zmienia – nic już na to nie możesz poradzić! Nie nadążam. Wymysły, przecież ziemia jest płaska, nie było żadnej pandemii, międzynarodowy spisek feministek, ideologia gender – to wszystko ich winna, i jeszcze uchodźców. Trzeba się było nie szczepić. Medycyna chińska. Nie jesteś prawdziwym Polakiem. Kim byli Twoi dziadkowie? Tak nie postępuje matka Polka! 

To wymknęło się już dawno spod kontroli, może błędem było próbować zrozumieć? Ciekawość to moje drugie imię, a przy okazji stopień: naukowy stopień prowadzący do piekła. Piekło, niebo – pamiętam, graliśmy w to w dzieciństwie. Dlaczego każdy problem musi prowadzić do mojego dzieciństwa? 

Pomiędzy ścianami – moje pokoje. Pomiędzy klasami – moje pragnienia. Pomiędzy płciami – moje ciała. Pomiędzy miłościami – moje serca. 

Myliłeś się. Nigdy nie miałam więcej szczęścia niż rozumu! Ale wciąż jestem. Pomiędzy. 



Komentarze

Popularne posty